9/20/2017

WNĘTRZE NIEMALŻE DEPRYWACYJNE


























Mówią, że jesteśmy przebodźcowani. Pisząc "jesteśmy" mam na myśli jednak dzieci bardziej niż dorosłych. Pisząc "mówią" mam na myśli wielu ale najbardziej nauczycieli. Zapraszają na zebrania i prawią o bodźcach, nadbodźcach i nadnadbodźcach naszych dzieci. Zapraszają do szkolnej klasy gdzie przychodzę, siedzę i próbuję słuchać co prawią i kurcze i to jeszcze blade, nie potrafię (zwłaszcza słuchać, bo jeszcze wysiedzę choć krzesełko niskie, twarde i kolana wżynają się w brodę, nie pisząc o tym co się wżyna w ...). Tu rysunek mojej pociechy, tam rysunek innej znajomej pociechy, tu piękne rękodzieło, tam piękne rękodzieło, tu firaneczka nakrapiana figurkami, liczydło, szafeczka, fikuśny zegar, wszystko barwne i kolorowe, sterta przyborów do pracy, książeczki, łapki na muchy ??? (właściwie do czego one służą???) I tak ... od sufitu do podłogi, od drzwi do okna i wstecz. Chodzi o to, że wszystko co w klasie odciągało moją uwagę i za cholerę nie wiem o czym była wywiadówka. Toteż prawiącym o bodźcach sugeruję by odbodźcować klasę, a wtedy może nasze dzieci będą się mogły skupić na perrorowaniu Pani.
A jeżeli nie wiadomo o czym pisze to w załączeniu komunikacja wizualna: odbodźcowane pomieszczenia hotelu Casa no Tempo w Portugalii, projektu Manuel Aires Mateusa. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz