8/16/2017

CHCĄC NIE CHCĄC WABI-SABI



Mamy potrzebę nazywania i kategoryzowania wszystkiego. Może to potrzeba ładu i porządku? potrzeba bezpieczeństwa? Mnogość tworzy chaos, a w nim ciężko myśleć i się odnaleźć (przynajmniej większości). Abstrahując od tych trudności, słowo "wabi-sabi", które określa styl piękny, oparty na szlachetnej i bliskiej mi filozofii, nie jest wyrafinowane i kojarzy mi się z jedzeniem, nie z prostotą kształtów, oszczędnością barw, linii i treści. Lepiej by został nienazwany bo nazwany przestaje być mistyczny. Przestaje być też cichy i powściągliwy, a staje się wabi-sabi, jakiś-takiś. 
Załączone zdjęcie salonu nowojorskiego The Greenwich Hotel tchnie tajemniczym, subtelnym pięknem. Nazwane wabi-sabi, chcąc nie chcąc, bardziej nie chcąc niż chcąc - śmierdzi mi rybą. Postanowiłam więc wyprzeć nazwę i chłonąć tą monochromatyczną, japońsko-belgijską, nostalgiczną urodę mimo wszystko. No i wdycham ją. Nie zapominając o wydychaniu rzecz jasna i dla porządku.

Zdjęcie:Rich Stapleton 

1 komentarz:

  1. Nie skomentuję braku komentarzy ale jedynie jeden nie opublikowany komentarz. Otóż ktoś nazwał to wnętrze rdzawym, a ja sobie myślę, że można by je nazwać preriowym i zakładam, że taki zamysł mieli twórcy, a przynajmniej było by fajnie. Jednakże nie daleko preriowy od rdzawego, bo jak czytam (niestety nie miałam okazji sprawdzić empirycznie) na prerii rdza chwyta prędko i najpewniej. Zatem słuszne określenie. :)

    OdpowiedzUsuń