3/10/2016

KRAJOBRAZY ZAKLĘTE W DYWANACH

Nota wstępu: 
Posta pisałam na raty. Przed i po przeprowadzce. Przed chwaląca stare śmieci, kąty i stabilność. Po akceptująca zmianę i przyzwyczajająca się do niej. Poczytajcie, zapraszam.

Podróżuję. Tym razem palcem po mapie, w sennych marzeniach na jawie, wodząc smyczkiem po strunach, w żałosnych zawodzeniach, że nie stać na rzeczywistą wyprawę. Nie stać, bo za bardzo przylgnęłam do miejsca zwanego polską. Przylgnęłam bo dzieci, bo ojcowie, bo praca, bo szkoła, bo życie, bo wreszcie dom. Przylgnęłam do miłego ciepełka stabilności i kominka, do miękkości wełnianego dywanu w pokoju, do czułości zwróconej ku dziecięcej buzi. Żal zostawiać. Słaniając się więc po wytartych domowych kątach, marzę o dziewiczych terenach, niezwykłym środowisku naturalnym Nowej Zelandii, magicznym kawałku Oceanii. Najłatwiej przywołując filmowe, tajemnicze krajobrazy z "Władcy pierścieni". Przymykając oczy czuję w opuszkach palców jak pięknie. Gdyby opuszki były córki już by lepiły wrażenia w plastelinie (mnie takie talenty nie dane, tym bardziej u niej podziwiane i rozwijane. Swoją drogą niesamowite jak zaobserwowane przez nią przedmioty i zdarzenia z życia codziennego przekłada na masę plastyczną). Gdyby opuszki były Sukhi już by dziergały wełniane dywany, dywany nowozelandzką, kamienistą plażą zmotywowane. W odcieniach szarości, brązów i bieli utrzymane, formą idealnie kuliste kształty głazów Koekohe przypominały. Wełniane dywany pomimo, iż "Stownem" nazwane, ciepłe i miękkie w dotyku gdy gołą stopą muskane. 
Wystarczy, już kończę. Czas na prawdziwy zdrowy, regenerujący sen. Może w nim spotkam i córkę i Sukhi i tajemnicze miejsca Nowej Zelandii. Dobrej nocy. 




Trzy miesiące później:
Przespałam się, wróciłam, obudziłam z głębokiego zimowego snu. Spałam, a życie niespodziewanie biegło za mnie własnym torem. Początkowo, po obudzeniu, pół przytomna, nieświadoma zmian jakie nastąpiły, wstałam by się do wydarzeń ustosunkować, to jest przyjąć, zaakceptować, podążać. Świat wie co dobre, świat mnie prowadzi więc ufam i poddaję się nurtowi. 
Regenerujący sen przyniósł oczekiwane skutki, siłę i motywację do dalszych wycieczek na jawie. Tym razem w zaciszu nowego ogniska domowego, nowych kątów, które ponownie trzeba oswoić, wytrzeć, przybrać, ocieplić dziełami sztuki, rodzinnymi pamiątkami przekazywanymi z pokolenia na pokolenie, trwałymi i niezniszczalnymi, niosącymi historię i posiadającymi duszę przedmiotami, które zdążyłam pokochać i się do nich przywiązać. Nie jest ich wiele, te najcenniejsze leża na ziemi lub wiszą na ścianie tworząc obrazy przeszłości. Powycierane stopami i rękami domowników noszą opowieści o dolach i niedolach, trudach i wytchnieniach, obciążeniach i lekkościach ich życia. Dywany.
Przyzwyczajam się, a rzeczy z przeszłości pomagają oswoić nowe, białe, pachnące świeżą farbą, niewytarte kąty. 
Mamo, Tato, siostro i wszyscy inni pomagający - dziękuję :)  





Zdjęcia: Sukhi

2 komentarze:

  1. Dziękujemy za miłe słowa o naszych dywanach Stone! Cieszymy się, że się podobają!

    OdpowiedzUsuń